Kobieta zawsze chce tego czego akurat nie ma. Nie wierzycie? Ile kręconowłosych dziewczyn marzy o prostych jak drut włosach, a blondynki chętnie zamieniłyby się z brunetkami miejscami. Oczywiście działa to również i w drugą stronę. Nie byłabym prawdziwą kobietą gdybym również nie miała syndromu chcę to, czego nie mam..
Od małego dziecka byłam jasną blondynką. I skłamałabym Wam gdybym powiedziała, że byłam zadowolona z tego faktu. Mniej więcej w gimnazjum gdzieś głęboko zaczął kiełkować pomysł albo raczej chęć posiadania kasztanowych włosów (czyżbym miała w sobie coś z Ani z zielonego wzgórza ;-)). Uczucie wraz z dorastaniem narastało razem z brakiem akceptacji mojego naturalnego koloru. Całe szczęście nigdy nie odważyłam się sięgnąć po farbę czy nawet szamponetkę (chwała Bogu), ale o swój blond nie dbałam ani troszkę.


