Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pat&Rub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pat&Rub. Pokaż wszystkie posty

Odżywienie z najwyższej półki

piątek, 27 czerwca 2014

Jak już Wam wspominałam wiele postów wcześniej nie uważam, że wyższa cena równa się lepsze działanie. Jednak mimo to często sięgam po kosmetyki z wyższych półek. Jak zapewne się domyślacie wybieram ja bardzo starannie i nigdy nie jest to spontaniczny zakup pod wpływem chwili. Z okazji urodzin postanowiłam sama sobie sprezentować większe zakupy w sklepie Pat&Rub co planowałam od dłuższego czasu. Zakupy były naprawdę ogromne, radość jeszcze większa, a ja sobie obiecałam, że opowiadając Wam o tych kosmetykach na blogu nie będę się ograniczała jedynie do „odżywia, pięknie pachnie i w ogóle cud, miód i orzeszki”, ale postaram się Wam odpowiedzieć na pytanie, które zapewne bardzo często sobie zadajemy „czy ten kosmetyk jest wart swojej ceny”.


Piersi do przodu!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Chyba nie będzie przesadą jeżeli powiem, że jest to część ciała, która jest najczęstszym źródłem naszych kompleksów. Niestety o ile kwestii genetycznych nie zmienimy bez interwencji skalpela, to przy regularnym i wieloaspektowym działaniu jesteśmy w stanie wpłynąć na ich wygląd oraz na nasze podejście (!).

Niestety okolice dekoltu w naszym codziennym życiu bardzo często są pomijane. Wyjątkowo cienka skóra w tym rejonie jest atakowana przez promienie słoneczne przyspieszające proces starzenia, brak jakiejkolwiek aktywności fizycznej, złą dietę czy nałogi. Dokładając do tego zupełny brak pielęgnacji mamy gotowy przepis na długie lata kompleksów.


Walcząc o blond

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kobieta zawsze chce tego czego akurat nie ma. Nie wierzycie? Ile kręconowłosych dziewczyn marzy o prostych jak drut włosach, a blondynki chętnie zamieniłyby się z brunetkami miejscami. Oczywiście działa to również i w drugą stronę. Nie byłabym prawdziwą kobietą gdybym również nie miała syndromu chcę to, czego nie mam.. 

Od małego dziecka byłam jasną blondynką. I skłamałabym Wam gdybym powiedziała, że byłam zadowolona z tego faktu. Mniej więcej w gimnazjum gdzieś głęboko zaczął kiełkować pomysł albo raczej chęć posiadania kasztanowych włosów (czyżbym miała w sobie coś z Ani z zielonego wzgórza ;-)). Uczucie wraz z dorastaniem narastało razem z brakiem akceptacji mojego naturalnego koloru. Całe szczęście nigdy nie odważyłam się sięgnąć po farbę czy nawet szamponetkę (chwała Bogu), ale o swój blond nie dbałam ani troszkę.