Włosomiaczki, a zwykli zjadacze chleba

piątek, 15 listopada 2013

Dzisiaj post troszkę dyskusyjny. Motywacją do jego napisania był wpis jednej z blogerek odnośnie stosunku mamy do jej "fetyszu urodowego". Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń i odczuć związanych z byciem włosomaniaczką.




Przyznanie się do bycia włosomaniaczką może spotkać się naprawdę z przeróżnymi reakcjami ludzi. Kojarzycie te krzywe spojrzenia i zdziwione miny na pomysł nakładania oleju na włosy? Ale jak to tak olej..? Brzmi znajomo? Osobiście mało kto z moich znajomych (oczywiście oprócz tych, którzy odkryli już bloga) wie o moim fetyszu urodowym. Czemu? Z podobnego powodu czemu nie "chwaliłam się" posiadaniem bloga - jeżeli kogoś to będzie interesowało, to sam znajdzie odpowiednie miejsce w sieci. To nie tak, że się wstydzę.. Wręcz przeciwnie. Prowadząc bloga od ponad roku, a dbając o włosy ponad 2 lat jestem dumna z tego co udało mi się osiągnąć - zarówno jeżeli chodzi o efekty wizualne jak i ogromną wiedzę chemiczną ( chyba z blogowania wyniosłam więcej niż ze wszystkich lekcji chemii ;) ). Jednak nikomu nie chcę "wciskać" wiedzy na siłę. Nie powiem zagubionej dziewczynie między półkami drogeryjnymi: masz zniszczone włosy, kup to, zrób tamto.. Zupełnie inaczej sprawa wygląda, kiedy widzę, że ktoś chce COŚ zrobić ze swoimi włosami.

Oczywiście ukryć tego nie udało się przed.. mamą. Wiele razy widząc ile kosmetyków nakładam na włosy (nie było tego dużo.. po prostu w porównaniu z wcześniejszą pielęgnacją opartą jedynie na szamponie można było odnieść takie wrażenie) kręciła z niedowierzaniem głową. Czasem nawet groziła mi odsyłaniem rachunków za wodę do mnie :P Po tych dwóch latach przyznała mi jednak rację i czasem prosi o polecenie jakiegoś kosmetyku co uratuje jej włosy.

Bardzo często w Waszych recenzjach wcierek o intensywnych zapachach śmiejecie się, że Wasz Luby groził Wam rozwodem :P U mnie całe szczęście obyło się bez takich gróźb. Jednak radosna inwencja Ukochanego stworzyła przezwisko na moje całe włosowe szaleństwo i wszystkie kosmetyki, których używam - gluty. Nazwa doskonale się przyjęła wśród moich znajomych i mamy ;)

-Widzimy się wieczorem?
- Gluty dzisiaj..


Anomalia

45 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam :) Moja mama uważa, że tylko sobie szkodzę, nakładając tą całą ,,chemię'' na głowę... Rodzice nie zauważają efektów mojej pielęgnacji, a może zwyczajnie się temu nie przyglądają :)? ...
    No cóż, może kiedyś przyznają mi rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mam obawy, że więcej chemii jest w kosmetykach "zwykłych" ludzi, niż u przeciętnej włosomaniaczki, mimo że posiadamy zapasy niczym na apokalipsę! :)
      Anomalia

      Usuń
  2. haha gluty xd no ja się nikomu nie chwalę blogiem, ale sporo moich znajomych nieświadomie prosi mnie o rady xd

    OdpowiedzUsuń
  3. ja natomiast mam straszny problem z wypadaniem wlosow od prawie 2 lat, mam przeswity a kucyk jest grubosci kciuka.. i zarowno mama jak i tata twierdza ze sama sobie zaszkodzilam nakladajac te wszystkie mazidla i ze przez to tak bardzo wypadaja mi wlosy. nie widza natomiast tego ze nie mam juz takiego siana na glowie jakie mialam po rozjasnianiu wlosow. za to moje przyjaciolki i brat twierdza ze jestem w tych sprawach ekspertem i zawsze prosza mnie o rady ;) to bardzo mile

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie to miłe kiedyś ktoś traktuję Cię jako eksperta :) Czasami podczas wizyty w drogerii mój Luby mówi "weź no poszukaj mi czegoś tam z najlepszym składem" ;)
      Anomalia

      Usuń
  4. Hahaha gluty! A to dobre :) U mnie króluje "zajzajer". Ale fakt - z tym włosomaniactwem to różnie bywa. Po znajomych się nie chwalę, nie ich sprawa. Jednak rodzina to coś innego. Chciałam kiedyś siostrze pomóc (prostownica, stylizacja, farbowanie - kondycja sianowata) i zaproponowałam kilka odlewek. Popatrzyła na ilość o stwierdziła że za dużo jej to czasu zajmie, bo ma lepsze rzeczy do roboty... taaa, oglądanie tv, a potem narzeka że jej włosy nie rosną (bo się kruszą). Ale nie czepiam się.
    Ogólnie jest tak, ze wszyscy wiedzieli jaki jest mój stan włosów w momencie kiedy zaczynałam i raczej się zbytnio nie zdziwili. Mąż teraz sam kupuje mi różne kosmetyki do włosów jak gdzieś wyczai coś czego u mnie nie widział :D
    Smutną prawda jest jednak fakt, że dbanie o siebie jest postrzegane u nas nie jako coś w rodzaju hobby , ale odbiera się to w granicach szeroko pojętej próżności ("ona tylko siedzi i paznokcie maluje" albo "nic tylko by się w lustro gapiła").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tu się zgodzę, wciąż cierpimy na postkomunistyczne podejście "nie wychylaj się" i nijakość mylimy ze skromnością. Właśnie wczoraj w nocy nie mogłam spać i sobie o tym rozmyślałam. Że jak kto bogaty, to na pewno złodziej. Że jak ładny, to próżny. Że jak robi karierę, to na pewno nie ma przyjaciół. Żółć, zazdrość i pukanie się w czoło.

      Usuń
    2. Zajzajer :D ? Pierwszy raz słyszę takie słowo! Oj bardzo nie lubię leniwych narzekaczy.. "takie brzydkie włosy mam, ale nic nie chce mi się zrobić w kierunku ich poprawy". Całe szczęście ja się nigdy jeszcze nie spotkałam z opinią, że moje hobby kosmetyczne to objaw próżności.. Cóż byłaby to za ironia.. próżna cicha mysz :)
      Anomalia

      Usuń
  5. U mnie to wszystko jakoś przeszło bez echa. :) Rodzina i TŻ mieli kilka lat na stopniowe oswajanie się, najpierw fascynacja włosami, samodzielne cięcia, rozszerzone o koleżanki, kurs fryzjerski... i w czasie ciąży liźnięcie naturalnej pielęgnacji. Jakoś wśród bliskich rozniosło się, że bloguję, ale jedyne słowa, jakie słyszę to słowa wsparcia. :) Sama słodycz, plusz i koronki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy moi znajomi dowiedzieli się o blogu bałam się strasznie ich opinii, ale usłyszałam wiele ciepłych słów i +10 do motywacji :)
      Anomalia

      Usuń
  6. Zgadzam się uz tym wszystkim..

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie nie było żadnego problemu. Owszem pewnie zauważyli, że nakładam olej na włosy i inne cuda wymyślam. Ale nawet tego nie komentowali. Moja mam tylko czasem się przygląda co robię i zadaje pytania w jakim celu, co to daje i nawet sama trochę zaczęła. Nawet mnie wspiera w zapuszczaniu włosów i wie, że bez dodatkowej pielęgnacji tego celu nie da się osiągnąć, a już na pewno kiedy chcemy żeby były długie i ładne!

    Pozdrawiam i obserwuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z poczatku bylo roznie- komentarze w stylu wlosy bedziesz miala tlusze po olejach, itd ;) Obecnie pojawiaja sie zapytania co robie i w jakim celu, wiec chyba jest lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. u mnie bylo zdziwienie wsrod znajomch, ze myje wlosy plynem facelle :D ale tak to czasami sama z siebie doradzam dziewczynom co dobrego jest na baby hair albo cos innego :) a rodzice i chlopak juz to zaakceptowali :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam przerażenie na twarzy Lubego kiedy kupowałam jako szampon płyn do kąpieli Babydream :)
      Anomalia

      Usuń
  10. Moi znajomi też nie wiedzą o moim włosomaniactwie.

    OdpowiedzUsuń
  11. ja zrezygnowałam z doradzania ludziom którym się mówi a potem i tak pukają się w czoło:) Blog to moim zdaniem fajne miejsce żeby mieć okazję podzielenia się swoimi pomysłami bez aż takiego narażania się na dziwne spojrzenia. Liczą się efekty a nie to czy to dziwne, że np. olejujemy włosy:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mówię znajomym, że prowadzę bloga, ale zrezygnowałam z doradzania po słynnym "nie chce mi się" - nie to nie, poświęcać się nie będę ;)
    A mama - jak to mama. Kręci głową, marudzi, wszystko jej nie pasuje. Skończyło się na tym, że jej przytakuję, myśląc sobie "zobaczymy".
    Nie ma co się przejmować, zwykli zjadacze chleba nie przywykli do tego, że nałożenie oleju na głowę trwa mniej niż minutę. Tylko coraz bardziej uwypukla się granica między dbającymi, a łysiejącymi - my będziemy po tej pierwszej i wtedy będą się pytać, jak to się stało. Tylko wtedy już będzie trochę za późno ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo często też zauważam, że ludzie nie rozumieją idei zapobiegania.. no ale przecież Polak mądry po szkodzie ;)
      Anomalia

      Usuń
  13. Moja mamuśka szybko to zaakceptowała, zaczęła również czytać na internecie różnych metod. Znalazła np. dla mnie mieszanie fioletowej płukanki z maską, co sprawia, że włosy lepiej ją tolerują :)
    Często prezentuje mnie różnymi włosowymi kosmetykami - no bo była promocja w biedronce, może być taka odżywka? Jak nie to ja ją wezmę :)
    Sama jednak twierdzi, że nie potrzebuje tego włosowego szaleństwa i jej włosom i tak już nic nie pomoże (obie mamy z natury wysokoporowate i okropnie puszące się szczególnie w wilgotne dni) i nie da sobie wytłumaczyć, ze może być inaczej :)

    Natomiast z tatą pamiętam inną sytuację, kiedy to pierwszy raz kupiłam oliwę z oliwek. Stwierdził, że najpierw pomyślał, że mama kupiła jakieś dobre winko, kiedy zobaczył, że to oliwa pomyślał, że mama zrobi jakąś pyszną sałatkę, a kiedy dowiedział się, że jest przeznaczona dla moich włosów, to już całkiem się załamał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny Twój tata:d mój jest zupełnie bezradny, bo ma trzy córki, każda mniej lub bardziej wciągnięta we włosomaniactwo, już nie komentuje nakładania oleju, kolejnej odżywki czy częstych dyskusji i włosach. Mama też jest dosyć pozytywnie nastawiona, chociaż na swoich włosach nie da nam nic zrobić.

      Za to moja nowa współlokatorka robi wielkie oczy widząc moją kolekcję kosmetyków (patrząc po blogerkach, to i tak dosyć skromną) i widząc jakie cuda wyczyniam z moimi lokami;)

      Usuń
  14. Ja wiecznie toczę z mamą awantury ;) "Po co ci aż dwie odżywki"? (Dobrze że nie wie że mam ich jeszcze pól szafy ), "Jak sobie położysz żelatynę na włosy to już NIGDY ich nie rozczeszesz, skleją ci się i tak zostanie"

    OdpowiedzUsuń
  15. ja mieszkam z chłopakiem i on wszystko przyjmuje na klatę :D a nawet interesuje go to co robię z włosami :) właśnie teraz siedzę z 2 olejami na głowie i wcierką z kozieradki i wody brzozowej :D dajemy radę hehehe ale jakoś ludziom specjalnie się nie chwalę co robię z włosami ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodam jeszcze że w łazience w zasadzie wszystkie szafki jakie istnieją są obładowane kosmetykami właśnie do włosów :P hehehe

      Usuń
    2. Ja jeszcze nie dzielę mieszkania z Lubym, ale aż się boję na myśl o walce o terytorium w łazience :P
      Anomalia

      Usuń
  16. Mój chłopak rozstaniem mi nie grozi, ale na jakiś czas przestał mnie całować w czółko gdy miałam kozieradkę na łebku :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój narzekał na zapach olejku Khadi :c
      Anomalia

      Usuń
  17. Ja już nie mieszkam z rodzicami więc od nich nie mam z nimi problemu :P ale od kiedy zwracam większą uwagę na włosy i pilnuje by ich nie szarpać,ciągnąć, nie spać w rozpuszczonych mokrych włosach, no i wcieram w nie więcej kosmetyków itd itd mój mąż nazywa je "bezcenne włosiska". Wczoraj mnie rozbroił, co prawda kupiłam produkt nie do włosów, a do twarzy-czyścik w Lushu, to stwierdził że wygląda to jak pasztet i on pasztetem buzi sobie myć nie będzie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak skojarzenia facetów :) Do mydełka Aleppo (które też może przypominać pasztet :P) udało mi się przekonać chłopaka :)
      Anomalia

      Usuń
  18. Moi rodzice już sie przyzwyczaili, ale ja z włosomaniactwem zaczynałam już jakieś 4-5 lat temu, więc mieli sporo czasu. Ostatnio zaraziłam tym siostrę a jej włosy są coraz ładniejsze i zdrowsze.
    Mam też kilka znajomych, które olejują włosy i czasem pytają mnie o razy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włosomaniactwo jest zaraźliwe! To właśnie 2 lata temu zaraziłam Radi dbaniem o włosy, za co według mojego Lubego jej chłopak powinien mnie zabić :P
      Anomalia

      Usuń
  19. Ja te wszystkie specyfiki włosowe nazywam mazidłami lub papu :) Większość znajomych wie o moim lekkim wariactwie, trudno, żeby nie wiedzieli skoro efekty są niesamowite, ale jakoś nikt mnie nie raczy złośliwymi uwagami. Zdarzają się oczywiście żartobliwe. Gorzej z matką. Jej raczej nigdy nie przekonam i nawet nie próbuję. Ten typ tak ma, staram się schodzić z oczu jeśli tylko mogę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój mąż na hennę mówi "szpinak" ;))))

    OdpowiedzUsuń
  21. Ostatnio musiałam dogłębne tłumaczyć mamie jaki sens ma nakładanie maski na włosy przed myciem na godzinę a nie po myciu "Bo przecież i tak zaraz ją sobie zmyjesz z tych włosów", czasami się ze mnie śmieje ale sama przyznała że stan moich włosów jest sto razy lepszy niż z czasów "niewłosomaniactwa", jeszcze nie do końca to kupuje ale powoli ją przekonuje że to nie zło. Dziwnie się tylko rodzina patrzy jak chodzę godzinę czy dwie po domu z wełnianą czapką na głowie pod którą mam maskę lub gluta z siemienia :)
    TŻ już tylko wzdycha i wieczorem mówi "zwiąż je jakoś tak bardziej przy głowie bo wkładasz mi je na twarz". Koleżanki ze studiów czasami proszą mnie o rady bo niektóre wiedzą że mam hopla na punkcie moich włosów, ale sama się nie narzucam. Tylko siostrę cały czas próbuję przekonać że nie ma sensu katować prostownicą włosów sięgających prawie do tyłka w dodatku cienkich natury i prawie prostych no ale wierzę że osiągnę ten cel :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj tak, olej to był krok przełomowy. Kiedy pierwszy raz stwierdziłam, że muszę naolejować włosy moja mama popatrzyła się na mnie co najmniej dziwne, a mój chłopak stwierdził, że pewnie idę sobie wylać wiadro rzepakowego na głowę... ;)
    Jednak ilość kosmetyków do włosów u mnie wciąż pozostaje w utajeniu (oprócz trzech szamponów i odżywki), bo przeprowadziłam się do Wrocławia i rodzinka nie widzi wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. gluty mnie całkowicie rozbroiły :D

    OdpowiedzUsuń
  24. podpisuję się pod tym nogami i rękami :) ale ostatnio mnie mama zdziwiła, bo powiedziała, że musi sobie kiedyś moją maseczkę z Biovaxa nałożyć :D

    OdpowiedzUsuń
  25. To w takim razie ja nie trafiłam jeszcze na takich ludzi, którzy by się bardzo zdziwili, że np. nakładam na włosy olej. Chyba obracam się wśród bardziej otwartych ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja na szczęście spotykam się z tolerancją w tym temacie. Chociaż pewnie przyjdzie kiedyś taki dzień, że ktoś się skrzywi :)

    OdpowiedzUsuń
  27. U mnie o blogu i moim 'włosomaniactwie wiedzą rodzice i najbliższe koleżanki. Bardzo miłe uczucie, gdy koleżanki mówią 'co mam zrobić jak mam takie zniszczone włosy?' albo 'ale mi włosy wypadają, można coś z tym zrobić?' :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Jak słyszę co ludzie czasami wygadują na temat pielęgnacji włosów, a po moim wtrąceniu się na temat wcierek, olejowania itp. mają gigantyczne oczy to uświadamiam sobie, że w kwestii włosowej postrzegamy świat totalnie inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  29. mój chłopak wie, że przy każdym spotkaniu miło jest wspomnieć, że mam ładne włosy :D sam prosi, żebym mu pomogła z łupieżem lub kupiła szampon, więc chyba dzielnie to znosi :)
    rodzice na początku narzekali, ale widzą efekty i też chętnie korzystają z mojego zaplecza kosmetyków :)
    ale o blogu nikomu nie powiem, to mój azyl :)

    OdpowiedzUsuń
  30. heh chłopak mój zdaje się docenia różnice w wyglądzie moich włosów w sensie pozytywnym ale nie wiem czy doceni cała otoczkę, która towarzyszy pielęgnacji. Natomiast mama nie raz się pyta po co mi to....jak i tak nic to nie daje...walka wciąż trwa :) Jednak mnie to nie zraża a raczej motywuje do działania :D

    OdpowiedzUsuń